Note: The Listed platform will permanently shut down December 31, 2026. Your data published on Listed will still be available in your personal Standard Notes account. Learn more

Ciagłość absolutna

300

300 dni temu zacząłem pisać. Odblokowałem się. Moje myśli nie były już tylko moje. Były na wolności, w internecie, dostępne dla wszystkich.

Na początku było to bardzo uwalniające. Czułem, jakby ze mnie wychodziło wszystko. To uczucie lekkości, beztroskiego tworzenia i konstruowania jakiegoś dzieła. Piękne i wolne dni lata pozwalały na pisanie bez zobowiązań, kiedy i gdzie tylko chciałem.

Potem przyszedł czas trudności. Wróciłem do codziennego życia - tego, które pełne jest pędu, szybkości, takiej niedokładności i chaosu. Bywały dni, gdy nie mogłem wydusić z siebie ani jednego słowa. Tym bardziej całego postu. Ale jakoś brnąłem. Zasada to zasada. Nawyk to nawyk. Albo się go trzymasz albo zostajesz z tyłu. Cała machina, cała tożsamość może się wtedy rozpaść. Więc idziesz dalej, bo to wydaje się jedyną słuszną drogą.

Ten blog definiuje mnie jako osobę. Mimo tego, że w porównaniu do innych rzeczy, jakie robię w życiu, nie poświęcam nad nim jakoś ogromnie dużej ilości czasu, to wciąż jest on kluczową częścią mnie. Bo w końcu piszę tutaj o sobie. Każdy temat jest bezpośrednio powiązany z jakąś sytuacją, jakąś emocją, jakimś spotkaniem. Nawet, gdy piszę ogólnikowo, to zawsze zostało to zainspirowane czymś we mnie lub dookoła mnie.

Widać tutaj moje brudy - to, z czym nie mogę sobie poradzić, to, z czym w jakiś sposób walczę. Widać, na czego punkcie szaleję i kim chcę być. Można się naprawdę wiele o mnie dowiedzieć z tego bloga.

A z drugiej strony większość z tych myśli ma zastosowanie do wszystkich. Wiele osób mówiło mi jak to adekwatne i “w punkt” są moje obserwacje. I jak bardzo są wdzięczni za poruszenie ich. Może taka już jest moja rola? Obserwatora? Krytyka? Szukającego problemów do rozwiązania? Szukającego rozwiązań?

Jestem w trakcie przenoszenia tego bloga z jednej platformy do drugiej - przy okazji czytam sobie stare posty, dzień po dniu. Przypominają mi się momenty, w których je pisałem. O, tego pisałem o 23 w lesie podczas wielkiej ulewy albo tego pisałem w autobusie, tego dnia w październiku, gdy wsiadłem wyjątkowo przystanek wcześniej. Oprócz miejsca i czasu, z każdym wpisem połączona jest jakaś emocja. Jakieś odczucie. Wiele z nich jest pięknych i ciepłych, wiele z nich trudnych i dołujących. Ale to jest chyba po prostu życie, nie?

No i tak sobie będę szedł, mozolnie, dzień po dniu, dalej. Pewnie kiedyś się potknę i przestanę pisać codziennie. Przynajmniej zapamiętam tego bloga jako jedną z najlepszych rzeczy, jaką w życiu robiłem. Najpiękniejszą rzecz, jaką mogłem sam dla siebie zrobić.

Więc, do zobaczenia, ahoj! Do końca świata i jeden wpis dłużej!

More from In Search For Balance
All posts