Taprobana

Tajemniczy ląd na internetowym oceanie || Mysterious land on the internet ocean

Jak Bona Sforza doprowadziła Polskę do upadku

Na początek wyjaśnienie. To nieprawda. Cały artykuł wykorzystuje hiperbolę czyli wyolbrzymienie. Niemniej fakty się zgadzają tylko interpretacja jest bardzo przejaskrawiona.

Jak wszyscy wiemy Bona Sfortia Dei gratia regina Poloniae przywiozła do Polski włoszczyznę i widelce. Ale oprócz tego przywiozła również włoski pomysł na władzę - absolutyzm. Dla Bony która przywykła do wszechwładzy książąt włoskich porządki panujące w Polsce musiały być szokujące.

Jej nowy mąż Zygmunt nie mógł zdziałać zbyt wiele bez zgody szlachty, nawet nałożyć nowych podatków. Na nasze nieszczęście Bona była kobietą energiczną i inteligentną. Potrafiła zadbać o należne miejsce dla jej męża i synka Zygmusia zdobywając sobie przy tym zachwyt wielu dworzan. A był to okres w historii Rzeczpospolitej kluczowy. To za panowania dwóch ostatnich Jagiellonów wydarzyło się chyba wszystko co najważniejsze, choćby takie drobnostki jak:

Ale jednocześnie też wydarzyło się to co mniej widoczne ale bardziej w skutkach brzemienne. Narodziny konfliktu Król - Szlachta. Do tej pory szlachta była sprzymierzeńcem Jagiellonów w walce o utrzymanie tronów, w polityce zagranicznej a także w rywalizacjami z możnowładztwem ruskim. Jednak Bona przyniosła nową wizję państwa, takiego gdzie to do króla należy ostatnie słowo a możne nawet i każde słowo. Żeby tę wizję zrealizować Zygmunty zaczęły dogadywać się z możnymi. To dzięki temu narodził się pomysł aby wprowadzić elekcję vivavnte rege.

To dlatego Zygmunt August przeciągał sejmy w nieskończoność żeby mu szlachta nie bruździła. To z kolei sprawiło, że po śmierci ostatniego z Jagiellonów wprowadzono zasadę, że Sejm nie może trwać dłużej niż sześć tygodni. Czasem spraw było tyle, że trzeba było siedzieć trochę dłużej to się uchwalało prolongatę. I kolejną, i kolejną aż się załatwiło wszystko albo większość miła już dosyć. I na taką prolongatę w 1652 nie zgodził się poseł Władysław Siciński i powiedział liberum veto.

No cóż jak się w połowie kształtowania państwa zawraca kijem Wisłę to tak się to kończy. Zamiast dać po głowie ruskim możnym jak wcześnie dano polskim mąż i syn Bony dali po głowie szlachcie. Ale też nie do końca i wyszło takie pół na pół a może i na trzy: Król - Możni - Szlachta. No i jak mawiał klasyk to musiało jebnąć.

Wszystkie te swoje „mądrości” napisałem na podstawie wspaniałej książki Feliksa Konecznego Dzieje Polski za Jagiellonów całkiem niedawno wspaniale wydanej przez Rosikoń Press a napisanej w roku 1903. Książkę czyta się wspaniale. Jest bardzo przystępna i syntetyczna bez zanudzania szczegółami.

Syndrom Dunninga Krugera na własnej skórze

Wracam do #100Days. Próbowałem napisać taki prawdziwy, wartościowy artykuł. Okazuje się, że to znacznie trudniejsze niż to co piszę tutaj. Napisać na temat którego się nie ma w głowie to zupełnie co innego niż wylać swoje myśli na papier.

Chciałem napisać o projekcie Chmura Krajowa o którym usłyszałem nie dawno a o którym moim zdaniem mówi się zdecydowanie za mało. Okazuje się, że to nie takie proste. Zupełnie jakby dziennikarstwo to był cały zawód. Na szczęście są jeszcze sensowni dziennikarze na tym świecie. Myślę, że z tego odcinka podcastu "Na podsłuchu" dowiecie się znacznie więcej.

Skoro profesjonaliści piszą o rzeczach ważnych to o czym ja mogę napisać? Teraz mam problem, żeby coś sensownego napisać. To może na dziś tyle wystarczy.

Nowy Świat, stare zwyczaje

Kontynuuję moje #100Days ale od teraz przestanę wysyłać maile przy każdym wpisie. Kiedy zaczynałem pisać to zupełnie nie myślałem o tym, żeby tego bloga czytał ktoś poza mną. Jednak po tych paru dniach uświadomiłem sobie, że jednak interesuje mnie czy ktoś to czyta. Do tego stopnia, że skoro nikt nie czyta to nie warto pisać. To odbiera mi radość z pisania w związku z tym przestaję tweetować moje wpisy a i maile będą tylko od święta.

Dziś napiszę o tym, że radio Nowy Świat się upolityczniło. Wiązałem duże nadzieje z powstaniem tego radia i słuchałem go w początkach nadawania. A dziś przez cały dzień słyszałem, że posłanki nie zostały wpuszczone i boją się, że do wtorku to dokumenty mogą powstać z wsteczną datą na przemian z tym, że łatwiej dostać się do rzymskich legionów niż się zaszczepić.
Jeszcze wpadka ministerstwa z terminami szczepień ma w sobie jakiś aspekt absurdalno-komiczny no i można przeboleć wałkowanie jednego dżołka na ten temat przez całą audycję bo to widzowie komentowali na facebooku itd.

Ale czy na prawdę kogoś to obchodzi, że posłanki boją się, że we wtorek ktoś wypisze dokumenty z wsteczną datą? Na prawdę to jest taki breaking news że trzeba o nim co chwila przypominać. Próbuję coś napisać ale mi nie wychodzi. Drogi czytelniku jeśli cię to rusza to moim zdaniem jest przewrażliwiony na punkcie polityki. Szkoda twojego zdrowia na takie pseudowydarzenia.

Taksówkarze, współcześni filozofowie

Zgodnie z zasadami #100Days postaram się pisać jak leci. Przyznam się szczerze późna godzina publikacji tego wpisu to nie przypadek. Trochę w moim życiu się dzieje i mam co raz mniej miejsca na pisanie tego bloga. Jednak sprawia mi to wielką frajdę i jest pożyteczne przynajmniej dla mnie. Dlatego postaram się kontynuować i pisać codziennie. Czuję, że jak przestanę to szybko się ten blog wykruszy i uschnie.

Zastanawiam się czy ktoś w ogóle czyta te moje wypociny szczególnie jak przybierają formę strumienia świadomości a nie konkretnego wpisu. Abyście mieli z przeczytania tego wpisu chociaż trochę korzyści to napiszę jeszcze o ... taksówkarzach. Osobiście w taksówce preferuję milczenie ale gdy taksówkarz jest rozmowny to zwykle jestem miło zaskoczony. Gdyby zaproponował rozmowę to bym odmówił ale oni czasem po prostu mówią.Jakie historie można usłyszeć a opowiedziany w jakże inny sposób.

Raz jeden Pan opowiedział mi, że jest fanem nowinek technicznych i jak tylko zobaczył telewizor na bazarze to kupił mimo, że kosztował jego 3 pensje. Oczywiście były to 3 pożyczone pensje. Wyobraźcie sobie lata nie wiem 80 czy 90, bazar i telewizor jaki tam można kupić. Jak trzeba widzieć świat żeby pod wpływem impulsu zadłużyć się na coś takiego.

Może ja jestem jakiś dziwakiem albo mam ograniczone horyzonty ale dla mnie rozmowy z taksówkarzami są jak z innego świata. Drogi czytelniku gdy następnym razem będziesz podróżował taksówką zrób taki eksperyment. Najpierw pozwól taksówkarzowi mówić, żeby zorientować się o czym mówi. Przytakuj i odpowiadaj mniej zdawkowo niż zwykle. Tak żeby rozmowa się kleiła, słabo ale jakoś. A jak usłysz, że mówi o czymś z pasją to zapytaj go o to. I pociągnij temat, tak ze szczegółami. Jakie Ci ludzie potrafią opowiedzieć ciekawe rzeczy o życiu.

Albo zapytaj ich o pracę o kursy jakie biorą. Ja się dowiedziałem, że w szczycie pandemii ludzie przestali jeździć do klubów. Może to jednostkowy przypadek ale jest to jakaś wskazówka. Gdzie indziej można o czymś takim usłyszeć?

Rozmawiajcie z taksówkarzami to bardzo ciekawi ludzie którzy mają dużo do powiedzenia tylko trzeba ich podprowadzić żeby nie pierdzieli.

Urbanistka głupcze!

Dzień czwarty #100Days. Współczuję tym którzy zasubskrybowali licząc, że blog się rozkręci. No rozkręca się ale chyba nie tak jak ba to liczyliście.

Do tej pory moje artykuły były mniej lub bardziej przemyślane ale teraz jedziemy ze strumieniem myśli. Pierwsza myśl to pytanie: dlaczego urbanistyka w Polsce musi leżeć?

Ja rozumiem, że urzędnicy zawaleni biurokratyczną robotą nie mają czasu zrobić jakiegoś bardziej szczegółowego planu niż: tu bloki a tam centrum handlowe. Rozumiem też, że jak przychodzi developer do urzędu z ofertą: jak nam sprzedacie to nawet nasze biuro architektoniczne wam taki plan zrobi za free to ciężko się oprzeć. Rozumiem też, że potencjalni mieszkańcy nowych bloków kupują dziury w ziemi na kredyt i wierzą we wszystkie wizualizacje od developera.

Ale czemu to nawet nie jest temat do rozmów? Czemu nawet jeśli kiedyś się pojawi to w postaci prymitywnych stereotypów: patodeveloperka albo zamknięte osiedla dla frajerów? Czemu w popularnym wyobrażeniu istnieją z grubsza tylko trzy formy zamieszkania: apartament na manhatanie, klitka w bloku albo dom na przedmieściu wieczny pochłaniacz pieniędzy i czasu?

Gdzie podziało się zwykłe miejskie życie? Nie w sypialni na przedmieściu ale zwykłym śródmiejskim bloku albo kamienicy? Nie trzeba zaraz jeździć wszędzie rowerem ani pić sojowe latte żeby lubić śródmiejskie życie.

Słyszałem gdzieś, że w Szwajcarii specjalnie tak projektują miasta żeby nie mieć aglomeracji na x milionów tylko kilka gęsto zaludnionych ośrodków miejskich obok siebie po 200-300 tysięcy mieszkańców. Słyszałem też, że Paryż ma pomysł ba miasto 15 minutowe czyli takie gdzie w ciągu 15 minut komunikacją czy piechtą załatwisz większość życiowych potrzeb.

A u nas jakie pomysły są w obiegu? Więcej mieszkań! Tylko rowery! Precz z ekologią! Że głupie? Że sprzeczne? TAK! Ale i tak w kółko to samo. Dosyć! Teraz wszyscy wchodzą na kanał: architecture is a good idea i się edukują. Nie chcę dłużej słyszeć, że rozwiązaniem korków są matki wożące dzieci do szkoły na rowerach albo, że jakby tylko pierdykneli jeszcze 4 pas to by panie było lepiej.

Jogger.pl

Kolejny dzień kolejny wpis. Nie jest łatwy ten cały #100Days. Na pewno świetny sposób na reklamę serwisu.

Swoją drogą listed bardzo przypomina mi nie istniejący już jogger.pl. Była to platforma blogowa na którą można było pisać zarówno wpisy jak i komentarze wprost z komunikatora obsługującego protokół jabber. Jednak siłą tego serwisu była społeczność. Jakoś tak się złożyło, że wiele osób piszących tam blogi rozmawiało ze sobą. Nawet bardziej popularni autorzy nawiązywali kontakt z nowicjuszami.

Można tam było znaleźć przeróżne tematy: IT, starcia światopoglądowe(w atmosferze może nie idealnej ale bez porównania z tym co dziś można spotkać w internecie ale także wychowanie dzieci i wolna(od praw autorskich) kultura. Nie zapomnę blogów Jajcusia, jego żony, zal’a czy mvc a może mcv i wielu, wielu innych. No dobra sporo zapomniałem szczególnie nazw. Ale gdy zamknę oczy widzę layouty tamtych stron, widzę awatary komentatorów. Jedno z bardziej wartościowych miejsc w internecie i to w czasach gdy istniał już facebook i stary internet już wymierał.

Sam nawet miałem tam swojego, żenującego bloga i siałem ferment postami o Linuksie. Ah zapomniałbym zal ma tu bloga na listed na którym nic nie pisze.

RIP jogger.pl [’] Dzięki wszystkim autorom za niezapomniane chwile.

Taprobana

100Days

Od dzieciństwa uwielbiam mapy. Szczególnie historyczne. Dostałem w prezencie atlas historyczny wydany przez PPWiK i była to moja ulubiona książka przez lata. W atlasie oprócz map historycznych były też dawne mapy świata w tym te starożytne. A na starożytnych mapach w Azji zawsze przykuwała moją uwagę ogromna wyspa: Taprobana. Wyspa była umiejscowiona w okolicach Indii ale była od nich znacznie większa. Jako młody chłopak byłem zafascynowany tą wyspą. Czy to Cejlon? Ale dlaczego taki wielki? A może ludzie myśleli, że Indie to wyspa? A może to zaginiona Atlantyda? I tak bez końca.

Dzisiaj znalazłem wspaniały artykuł o starożytnych mapach świata. To dzięki niemu przypomniałem sobie o legendarnej Taprobanie. Ciekaw jestem czy ludzkość dotrze na kolejne niezbadane lądy, tym razem na innych planetach.

Ten wpis zainspirował mnie do zmiany nazwy bloga. Od teraz to miejsce gdzie drogi czytelniku czytasz moje wypociny to: Taprobana - tajemnicza wyspa na internetowym oceanie.

100 day challenge

I wanted to start my #100Days challange. I prefer to write in polish simply because thats my native tongue. If you are reading this and don't speak polish don't worry non of this is worth reading.

O samym wyzwaniu więcej można przeczytać tutaj: https://listed.to/@Listed/5202/100-day-writing-challenge

Podobno po paru dniach pisania kończą się pomysły i trzeba spisywać swoje myśli jak lecą. Mi już się skończyły pomysły więc jadę...
Przerwano mi brutalnie więc pozostało mi opisanie przepisu na omlet który właśnie smażę na śniadanie. Znalazłem go w książce jako omlet francuski ale pewnie przez lata trochę go zmodyfikowałem więc to jest teraz przepis na omlet a'la francuski.

Omlet składa się z dwóch części: omletu właściwego i nadzienia. O smażeniu omletu pisać nie będę bo to osobna sztuka. Ja swój smażę na maśle i dodaję odrobinę czegoś mlecznego co akurat mam w lodówce.

Nadzienie natomiast to wyborne połączenie cebuli i pomidorów w proporcjach dwie części pomidora na jedną część cebuli. Zaczynam od pokrojenia cebuli na drobną kostkę. Cebulę wrzucam na patelnię i solę jeszcze surową. Następnie szklę ją na maśle bądź oleju rzepakowym na niskiej temperaturze tak żeby nie była zarumieniona a tylko mięciutka.

W trakcie gdy cebula powolutku się smaży przystępuję do obróbki pomidorów. Najlepsze są pomidory malinowe albo takie które akurat są pod ręką. Jeśli mają twardą skórkę trzeba je sparzyć i skórki pozbawić. Na niski garnek o szerokim dnie(pewnie może być patelnia) wrzucam dużą porcję masła. Masło rozgrzewam bardziej niż cebulę bo chcę żeby pomidory się gotowały. Na mojej płycie indukcyjnej ustawiam 5/10. Następnie nad garnkiem odkrawam możliwie małe kawałki pomidorów wprost do owego garnka. Jak cebula się już usmaży(a zwykle jest już gotowa zanim załatwię wszystkie pomidory) dodaję ją do pomidorów. Kiedy pomidory wyglądają tak:
alt text

Zmniejszam temperaturę tak żeby wyglądały tak aż zgęstnieją.

Kiedy pomidory zaczynają gęstnieć trzeba sprawdzić jak kwaśny jest sos. W zależności od składników trzeba dodać mniej lub więcej cukru. Ja dodaję zwykle około 1-2 łyżeczek ksylitolu. Dwie uwagi pomidory to wrzątek a ksylitol nie jest tak słodki jak cukier. Teraz trzeba czekać. Długo. Im gęstsze tym lepsze.

Po przygotowaniu nadzienia smażę omlet wrzucam do środka nadzienie zaginam i można jeść. Pyszne i dietetyczne(jeśli dodaliście ksylitol zamiast obmierzłego cukru).

Dobry, demokratyczny zachód.

Przeczytałem bardzo interesujący artykuł.

https://www.technologyreview.com/2021/03/26/1021318/google-security-shut-down-counter-terrorist-us-ally/

Google ma wyspecjalizowany zespół do znajdowania 0-dayów i ten zespół niedawno znalazł i zgłosił 11 nowych. I chwała im za to. Szkopuł w tym, że zespół hackerów wykorzystujących te podatności działał na zlecenie rządu. I to nie byle jakiego ale jednego z sojuszników USA. Wewnątrz Google zdania czy podatności ujawnić czy nie, były podzielone. Przeważyła opcja: podatności ujawnić ale użytkowników przemilczeć.

Artykuł jest utrzymany w tonie dosyć alarmistycznym ale pokazuje bardzo ciekawy sposób myślenia. Otóż okazuje się nie tylko, że obce rządy to szpiegują a nasze to tylko zwalczają terroryzm i oczywiście nic złego się nie stało. Nie jest nawet zaskakujące to, że ktoś postuluje żeby in nie przeszkadzać bo to niebezpieczne i naraża życie żołnierzy na polu bitwy. Ciekawe i nowe jest to, że Google jednak o podatnościach poinformował i to pomimo wewnętrznych sporów.

Z artykułu wynika, że normą jest pozostawianie dziur niezałatanych i nieprzeszkadzanie dzielnym, demokratycznym wojownikom. Ten cytat wspaniałe to wyjaśnia:

“They typically don’t attribute US-based operations,” says Sasha Romanosky, a former Pentagon official who published recent research into private-sector cybersecurity investigations. “They told us they specifically step away. It’s not their job to figure out; they politely move aside. That’s not unexpected.”

Jak zinterpretować tę sytuację? Czy to znaczy, że Google jest już tak silny, że nie musi się oglądać na służby światowego imperium? Czy może te służby nie tak potężne jak kiedyś? A może po prostu to jednorazowe wydarzenie a nie zwiastun nowego trendu? Czas pokaże. Warto zwrócić uwagę na kolejne komunikaty o odnalezionych podatnościach. Może jeszcze usłyszymy o żołnierzach na polu bitwy zagrożonych tym, że służby nie mają dostępu do ajfona złych ludzi.

Nowy blog

Każdy kiedyś zaczyna. Ja zaczynam dziś tym wpisem.

Ciekaw jestem czy będzie kiedyś wpis numer 2. Zastanawiam się czy ktokolwiek przeczyta te słowa. Jeśli z jakiegoś nieszczęśliwego powodu trafiłeś tutaj wybacz, że zmarnowałem twój czas.